20 września 2015

Skrzynka na wino z hortensjami



Witam się po słonecznych i ciepłych wakacjach. Dwa dni temu siedziałam jeszcze w upalnej Chorwacji, gdzie o 7 rano chodziło się w podkoszulku na ramiączkach, krótkich spodenkach i sandałach. Dziś w Polsce zamarzam, a w ruch poszła jesienna kurtka. Chociaż wciąż mamy wrzesień, w telewizji już widziałam reklamę ze śniegiem i grypą. Zdecydowanie jestem ciepłolubna.

Jako miłe wspomnienie z wakacji prezentuję skrzynkę na wino ozdobioną hortensjami. Skrzynka była ślubnym prezentem dla mojego przyjaciela. Ceremonia była piękna, odbyła się w Kopalni Soli w Wieliczce. :) 




15 czerwca 2015

Były sobie Kheops par Puca...


Zgłosiłam się kiedyś w Szufladzie do Wielkiego Testowania. Sklep Kadoro zasponsorował wszystkim uczestnikom po dwie paczuszki koralików Kheops par Puca - mnie przypadły w kolorze metalicznym srebrnym i matowym wyblakło-jasnoróżowym. Dziękuje bardzo! :)
Długo myślałam, co by tu z nim zrobić, aż wymyśliłam (zwłaszcza, że koniec Wielkiego Testowania zbliżał się wieeelkimi krokami, a mnie jakoś brakowało imponujących pomysłów). Bransoletkę, z dodatkiem mieniących się wszystkimi kolorami koralików Toho rozmiar 11 oraz dwudziurkowych SuperDuo na bazie schematu Agnieszki Paprzyckiej-Smolak, który udostępniony jest klientom Kadoro.
Bransoletka jeszcze tego samego dnia, w którym została zrobiona, rozpadła się. Jak na złość, pękła mi podwójna(!) nitka, którą była robiona i część koralików uciekła gdzieś na ziemię.. Nigdy wcześniej mnie nie zawiodła, a tu taki podwójny pech. Już nawet nie miałam siły tego naprawiać.


Raczej nie robi się postów o nieudanych dziełach. Nie pisałabym, gdyby nie, no właśnie.. Wielkie Testowanie. To chociaż napiszę kilka zdań o koralikach.
Z trójkątami Kheops par Puca pracuje się całkiem przyjemnie. Nie uciekają przed igłą, jak to często robią koraliki okrągłe. Rozmiar w sam raz - nie za duże i nie za małe. No i mają bardzo ładną gamę kolorystyczną (zwłaszcza metaliczne w odcieniu zachodzącego Słońca oraz marmurkowe Tweedy mi się podobają!). Z pewnością sprawdzą się w połączeniu w różnymi technikami. Na dwie paczki trafił mi się jeden koralik zdeformowany i 3 z nie do końca przebitymi dziurkami. Oceniam je na piątkę. ;)

21 maja 2015

Zielona herbaciarka


Trochu mnie nie było w blogosferze, ale ponownie wracam do tworzenia i mam nadzieję systematycznego publikowania notek. ;)
  


Dziś prezentuję Wam moją nową herbaciarkę, w jak zwykle moim ulubionym zielonym kolorze. Gdy tylko zobaczyłam serwetkę z napisami w jednym ze sklepów internetowych (Serwetki z CUDÓWNIEWIDÓW), od razu wiedziałam, do czego ją wykorzystam. Pudełko leżało od ponad roku i czekało na ozdobienie.



W środku dekor oraz cytat wykonany specjalnym preparatem do transferu ART Medium firmy Autentico (tu podziękowania dla Sabiny z Wood&Crafts). Po wielu bojach z acetonem i popsutych odbitkach w końcu się udało, wyszedł mi ładny transfer z drukarki laserowej! :)
Wnętrze pudełka jest surowe z kolorowymi przegródkami. Można zauważyć, że kolory poszczególnych komórek są cieniowane - od ciemnozielonego po pistacjowy. W prawdzie herbaciarka jest na herbatę, więc teoretycznie nie powinnam je w środku malować, ale moje herbatki trzymane są w woreczkach (takich, jak na pierwszym zdjęciu), więc farba i lakier nie powinny za bardzo zaszkodzić. Chyba.



Pracę zgłaszam na wyzwanie wycinankowe do Zuzy z DECU Style, akurat zostały 4 minuty do północy! :)



22 stycznia 2015

Kropka w kropkę.. poduszka!


Hej hej. Jak ja to zrobiłam, że skończyłam poszewkę na poduszkę, a zapomniałam ją opublikować? :D Nie wiem, ale już to nadrabiam. Tadaam!
Kolorowe kółeczka pokazywałam już dawno dawno, ale nie zdradziłam do tej pory, co z nich miało powstać. Kiedyś na jednym z blogów zobaczyłam kocyk (a może to była narzuta na łóżko?) w taki kropkowy wzór. Uduście mnie teraz, ale nie pamiętam dokładnego źródła. Pomyślałam wtedy, że zielone groszki będą idealnie pasować na moją nową poduchę tzw. "jaśka". Kolory na zdjęciu są trochu przekłamane, ale musicie mi uwierzyć, że są to trzy odcienie zielonego, kanarkowożółty i jasnobłękitny na beżowym tle (chociaż ja bym to nazwała bardziej "mocno rozcieńczoną mlekiem kawę inkę" :D). Akurat w salonie mamy żółte ściany i zielone zasłony, to chyba pasuje. :) No i jest mega wygodna.
Jeśli o kwestie techniczne chodzi... włóczka to nasz polski Kocurek firmy Arelan, szydełko rozmiar 3 (jak zwykle z resztą, do włóczki jeszcze nigdy innego nie używałam, jakoś tak zawsze wychodzi). Szydełkowy jest sam przód, naszyty na jasnozieloną poszewkę ze sklepu Jysk. Zapięcie z rzepa na całej długości - moja pierwsza przygoda z maszyną do szycia, dobrze, że się sama do niej nie przyszyłam. :)



Tak patrzę za okno i się zastanawiam, co z tą pogodą. Styczeń się kończy, tulipany i żonkile zaczęły mi w ogródku wschodzić, chodzę w jesiennych butach.. Mam nadzieję, że nie przyjdą mrozy w marcu i kwietniu, bo tego bym chyba nie zniosła. Wyczekuję słońca i prawdziwej wiosny!
Niżej wrzucam Wam kilka zdjęć. Te śniegowe obrazki to spacer po mojej wsi 5 lat temu w styczniu. Zdecydowana różnica, jeśli chodzi o obecne widoki za oknem. :D A zdjęcie wróbelków zrobione zostało teraz w Boże Narodzenie.. chyba się zleciały na obiad. ;)








4 stycznia 2015

A w Paryżu...


... w Paryżu nigdy nie byłam. Ale kto wie, może kiedyś? ;) Za to zrobiłam paryską szkatułkę na biżuterię na urodziny dla mojej przyszłej Teściowej. Bardzo lubi zwiedzać świat, zwłaszcza Italię i Francję, więc wybór dość szybko padł na wzór z wieżą Eiffle'a. Z zewnątrz pomalowana jest farbą w kolorze biel perłowa wymieszaną z klasyczną białą, obie firmy Renesans. Daje to bardzo ciekawy efekt, którego niestety nie widać na zdjęciach.



Wnętrze zieloniutkie, tak żeby pasowało do listków na wieczku! Wyjmowana wkładka jest wściekle groszkowa i wyłożona filcem. Dookoła lusterka za to jest pastelowy odcień zieleni. Środek z surowego drewna.



W "gratisie" do pudełka bransoletka koralikowa beżowa z prostym zygzakiem (wzór znaleziony na blogu Weraph) i w oprawie w kolorze złotym. Teraz zostałam poproszona o coś na szyję do kompletu, coś trza pomyśleć. ;)




A tak przy okazji.. być może ktoś zauważył, że jakiś czas temu na blogu pojawiły się bannerki Biżuteryjek dla WOŚP.


Teraz już można ogłosić oficjalnie, tworzyłam koralikowe elementy do naszyjnika Sparkle'n'Shine oraz do gry planszowej warcaby. Kliknięcie w nazwę prowadzi do aukcji na Allegro, a w obrazek powiększa go. ;) 


(modelka: Ula Chincz,  foto: Anka Górajka, make up: Ann Wygoda,
fryzura: Justyna Zastąpiło, stylizacja: Eliza Radomska, Anna Sycz, postprodukcja: Magdalena Ramos)

24 grudnia 2014

Boże Narodzenie


Chciałam wszystkim życzyć zdrowych radosnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w rodzinnym gronie w cieple i miłości. Aby ten czas nie upłynął tylko pod znakiem pierniczków, prezentów i przejedzenia, ale był też refleksją nad naszym życiem. Wszystkiego dobrego!



Tej nocy Anioł przyszedł do Józefa:
"Zbudźcie dzieciątko co tak słodko śpi
Judea dziś to niebezpieczna strefa 
I policzone małych chłopców dni." 
Namiestnik Herod ciągle drży w obawie 
Że chociaż władzę dzierży jego dłoń 
I rzymski cesarz patrzy nań łaskawie 
To w rączkach dzieci może kryć się broń. 

Uciekali uciekali uciekali
Na osiołku przez pustyni żar 
Jak najdalej jak najdalej jak najdalej 
Ukryć Dziecię bezcenny skarb. 

Ciężko ojczyznę wspominać w pustyni
Mieliśmy jakoś zapewniony byt 
Choć czasem patrol mijał drzwi świątyni 
Zawsze się modlić mógł pobożny Żyd. 
Lecz może trzeba szlakiem iść wygnania 
Tak jak przodkowie nasi kiedyś szli 
Może nie tu jest Ziemia Obiecana 
Może gdzie indziej będzie rósł nasz Syn. 

Uciekali uciekali uciekali...

Jeszcze nie wiemy co nam przeznaczone
I choć przeczucia czasem dręczą złe 
Ojciec Niebieski weźmie nas w obronę 
I znowu Anioł zjawi się we śnie. 
Piasek przysypał ślady do Betlejem 
Zabłądzić łatwo trudny każdy krok 
Tak mało mamy tylko tę nadzieję 
Która rozjaśnia nam codzienny mrok. 

Uciekali uciekali uciekali...

(musical "Metro")

15 grudnia 2014

Aaapsik! Brązowy chustecznik i pierniczki


Hej, hej! Przyszła zima (jeszcze bez śniegu, chociaż były już ze dwa prawie-białe dni, ale dawno wszystko stopniało), a z nią Pan Katar. Męczy, drażni, denerwuje.. Na pocieszenie jest kolorowy kwiatkowy chustecznik. :) Dół w mleczno-czekoladowym kolorze z ciemnobrązową tasiemką. Dużo problemów mi przysporzyła, kleiłam ją na wszystkie możliwe kleje i sposoby, a i tak odpadała. Koniec końców potraktowałam ją bardzo rozgrzanym żelazkiem i póki co się względnie trzyma. Mówiąc nieskromnie jestem z tego chustecznika bardzo zadowolona. :D
Swoją drogą, widzę, że Chrome podkreśla mi słowo "chustecznik" na czerwono. Czyżby słownik uznawał je za niepoprawne w języku polskim?



Za trochę ponad tydzień Święta Bożego Narodzenia. Tak ten czas szybko biegnie.. Dawniej jako dzieciak cieszyłam się bardzo, to całe ubieranie choinki, pieczenie słodkości, prezenty, jasełka w szkole, śpiewanie kolęd, spotkanie przy wigilijnym stole z rodziną.. A teraz w sercu pojawia się jakieś takie dziwne kłucie. Że się jest coraz starszym, trzeba być za siebie odpowiedzialnym i podejmować ważne decyzje. Że to mogą być ostatnie Święta "w całym komplecie", bo ktoś bliski może odejść do Nieba.. Że wszystko dookoła to jedna wielka komercja i wymuszanie "na siłę". Gdzieś się chyba dla mnie zagubił ten magiczny czar Bożego Narodzenia, który pamiętam z dzieciństwa.

Żeby nie było tak smutno, to powiem, że piekłam dziś pierniczki z przepisu na piernik staropolski. Wrzucam go poniżej zdjęcia.




Piernik Staropolski + małe pierniczki
- 500 g mąki pszennej
- 250 g miodu
- 120 g masła
- 60 ml mleka
- 4 łyżki cukru
- 2 łyżeczki sody
- 2 jajka
- duuuużo przyprawy do piernika (cynamon, imbir, kardamon, gałka muszkatołowa, goździki, ziele angielskie, pieprz czarny, anyż) wg oryginalnego przepisu 20 gram, ale ja zawsze dodaję dużo więcej

Miód, masło i cukier rozpuścić w rondelku na małym ogniu, wymieszać i wystudzić. Sodę rozprowadzić w mleku. Mąkę przesiać do miski i zmieszać z przyprawami. Wbić jajka, wlać przestudzony miód i wyrobić dość luźne ciasto (można się wspomóc mikserem). Całość przełożyć do szklanej miski lub emaliowanego garnka, przykryć ściereczką i odstawić w chłodne miejsce - do garażu, piwnicy, lodówki, na balkon (ma być zimno, ale nie mroźno). Ciasto powinno leżakować minimum 4 tygodnie, najlepiej piec tydzień przed Świętami.
Ciasto z podanych proporcji podzieliłam na trzy części. Z jednej wykroiłam małe pierniczki, które piekłam 10 minut w temperaturze 170'C z termoobiegiem (można się pobawić w nadziewanie ich). Pozostałe dwie części piekłam osobno rozwałkowane w blaszce o wymiarach 23 cm x 34 cm w tej samej temperaturze przez 20 minut. Piernik mocno rośnie! Ostudzone placki przekroję na pół, by mieć cztery jednakowe kawałki i przełożę je powidłami, a następnie zaniosę w chłodne miejsce i obciążę czymś na kilka dni. Na sam koniec - polewa czekoladowa. :)

W tym roku raczej nikt już nie skorzysta z tego przepisu, ale mam nadzieję, że komuś się przyda w następnym piernikowym sezonie. :)

18 listopada 2014

Jesienna czapka


Hej hej. :) Chcieliście szydełko, więc tadam! Jesienna czapka w jesiennych kolorach, prawie jak lekko oszronione liście - takie małe skojarzenie. Włóczka Magic Fine firmy YarnArt, pół na pół wełna z akrylem, szydełko w rozmiarze 3mm. Zużyłam prawie cały motek. Nitka nie była zbyt równa i trafiły się ze dwa supełki, ale szydełkowało się szybko i przyjemnie. W dotyku jest dość włochata (co widać na zdjęciach zwłaszcza na ciemnych fragmentach), ale nie przeszkadza to w noszeniu, nie gryzie. Planowałam beret, ale jakoś tak wyszło, że czapka jest dość dopasowana do mojej głowy (a może po prostu mam większy móżdżek? :D).
Chciałam zrobić jakieś przyzwoite zdjęcia, ale ani światło nie dopisuje ostatnio, ani nie mam modela, a sobie zdjęć robić nie będę. W końcu "pomogli" mi Owca i drewniany manekin ludzika, a tłem jest zwykły parapet.



Do Świąt Bożego Narodzenia zostało pięć tygodni. W galeriach handlowych choinki i inne ozdoby stoją już od bardzo dawna. Lubię taki świąteczny nastrój, ale dopiero w grudniu, bo co za dużo to.. Skończył się czas sprzedawania kostiumów na Halloween, nikt już nie kupuje zniczy na groby, to teraz sezon na prezenty! Bo przecież biznes musi się kręcić.. W momencie pisanie tego zdania w tv leci świąteczna reklama kawy Tchibo, ze śniegiem i pierniczkami w tle, jeszcze tylko kolęd brakuje.
Hmm... Tak w temacie pierniczków, chyba w tym tygodniu trzeba zabrać się za przygotowywanie ciasta na piernik staropolski. :) Najwyższa pora!


11 listopada 2014

Spinki do mankietów


Hej, hej wieczorową listopadową porą! :) Taką ładną mamy teraz pogodę, bardzo mi ona poprawia humor. :) Dla mnie zima może przyjść dopiero na Święta i pójść sobie zaraz po feriach (no bo te zarazki w powietrzu trza wymrozić i na nartach bym pojeździła, ale to wystarczy i ani dnia dłużej). Dziś widziałam, jak przy Galerii Krakowskiej szykowali lodowisko. Przy tych dzisiejszych 17'C to chyba muszą poczekać na mrożenie. :D
Zgodnie z obietnicą nadrabiam zaległości w publikowaniu moich ostatnich dzieł i innych potworków-wytworków. Jakiś miesiąc temu wykoralikowałam spinki do mankietów dla Mojego Wariata. Chciałam, aby włożył je na imprezę do dziadków, a ja żebym miała się czym chwalić przed ciotkami (potem dłuuuugo szukaliśmy krawatu pasującego do kompletu :D). Co tu dużo opisywać... wszystko widać na zdjęciach. Kryształki Swarovski Chessboard (2493) w kolorze Jet i rozmiarze 8mm oplecione koralikami Toho (Round 15, Treasure 12) Galvanized Starlight wg poradnika od Weraph. Żyłkę, którą do tej pory używałam w tego typu pracach, zastąpiłam nitką Tytan od Ariadny, całkiem dobrze spisuje się ona z tak małymi koralikami i nie rwie się bez powodu (tytanowa nazwa zobowiązuje). Przez to całe 'chessboard' spinki bardzo ładnie błyszczą się w świetle.



Teraz myślę, co następne pokazać... Koraliki, decoupage czy szydełko? :)



A tak przy okazji.. Jakiś tydzień temu mój ogród odwiedził bażant. :) Wylądował na podpórce na winorośl na wysokości ok. 180cm, dumnie prężył się i skrzeczał. Stał tam chyba z 10 minut. Dyskretnie zrobiłam mu zdjęcie przez drzwi balkonowe, przez moskitierę, bo nie chciałam go spłoszyć.
Mieliśmy też ostatnio odwiedziny żaby (ropuchy?) w domu. Tata znalazł ją na korytarzu koło drzwi od garażu. Do tej pory nie wiemy, kiedy nam wskoczyła i ile tam siedziała. :D


28 października 2014

Złote Gody


Trochu się obijałam z pisaniem postów ostatnio, taki ze mnie leniuch, a nazbierałam sporo rzeczy w kolejce do publikacji. Kiedy ja to w końcu nadrobię? :) Tylko bym spała lub wylegiwała się na sofie przy kominku. Chyba mnie dopadła jesienna chandra, z resztą jak co roku o tej porze. Rano człowiek wychodzi z domu - ciemno, wraca wieczorem - też ciemno, a teraz jeszcze mgły. Zaczęłam się na nowo oswajać z samochodem po 3-letniej przerwie, a tu mi się pogoda popsuła. I jak tu się nie smucić?

Złote Gody dziadków odbyły się tydzień temu w niedzielę. Miałam okazję spotkać się ze swoimi krewnymi, których nie widziałam kilka lat.  Nawet jedna ciotka prosto z Chicago przyleciała. :) Pozmieniali się wszyscy mocno, widać było po nich upływający czas... Po mnie też go chyba widać, dziwili się, że jeszcze nie tak całkiem dawno byłam małą dziewczynką, a teraz poważna studentka.
Obrazek zdążyłam wyhaftować, wprowadziłam jednak sporo zmian we wzorze, bo mi się niektóre kwiatki z górnego fragmentu nie podobały. Mulina Ariadna, materiał ten co zwykle - pseudolen z bazarku. Efekt wyszedł zadowalający.  :)



Dziadkowie dostali przepiękny bukiet składający się z 50 czerwonych róż. Niestety nie nacieszyli się nim długo, bo dziadek mocno reaguje na zapach kwiatów i miewa problemy z oddychaniem, więc zawieźli go do kościoła.



Wiersz odczytała jedna z sióstr babci. Na każdą uroczystość rodzinną przygotowuje coś specjalnego. :)



No i tort był przepyszny. Orzechowy z białą czekoladą, mniam!

Po tylu latach dalej można się kochać. :))


25 września 2014

Co w tym miesiącu?


Jaka szkoda, że się coraz bardziej mokro-jesiennie robi. Temperatury za oknem straszą, "jak to zero stopni, przecież mamy jeszcze wrzesień!". Wolę nie wiedzieć, jak mi będzie zimno, gdy w środę rankiem trza będzie doturlać się na pierwsze zajęcia w tym roku akademickim (seminarium z fizyki i ćwiczenia z matematyki na dobry początek!). Wczoraj już wygrzewałam się po powrocie do domu przy rozpalonym kominku. Lubię to ciepełko, brakowało mi go ostatnio. :D
Jak zwykle mam pozaczynanych kilka projektów i robię każdy "po kawałku". Oczywiście mam już kilka rzeczy pokończonych (między innymi dwie bransoletki zrobione jeszcze nad morzem i dwa "zdekupażowane" drewniane przedmioty), ale jakoś tak wyszło, że nie zrobiłam im jeszcze zdjęć na pokaz. Powinnam dostać kopa w tyłek za to lenistwo.
Pierwszy nowy projekt to czapka na jesień. Docelowo ma być beret, ale nie wiem, co mi wyjdzie. Włóczka Magic Fine firmy YarnArt, pół na pół wełna z akrylem, kupiona przez Allegro w sklepie Kamini (odsyłacz na pasku bocznym). Jak tylko zobaczyłam kolory tej włóczki, to się zakochałam, są cudownie rozgrzewające! Szydełko zalecane przez producenta to 4mm, ja używam mniejszego (3mm).



Kiedyś pokazywałam Wam szydełkowe kółka. Z kółek powstanie poszewka na małą poduszkę, tzw. jaśka. Już by dawno była gotowa, ale mama kupiła mi nową poduchę i muszę dorobić elementów. Niby ten sam rozmiar, kwadrat o boku 40cm, ale moja stara była wyleżana, zgnieciona, spłaszczona.. jednym słowem naleśnik mający już chyba jakieś 20 lat. No a nowa jest bardzo puszysta i przez to sporo większa. Skończę, ale najpierw mam inny priorytet...



Jak już wspominałam, w październiku jedni dziadkowie maja 50-lecie ślubu. Mama poprosiła mnie o wyhaftowanie jakiegoś obrazka. Będzie ramka z kwiatami, a w środku napis "Maria <3 Stanisław 18 października 1964r.". I właśnie tę pracę muszę skończyć w pierwszej kolejności. Chyba mnie czeka haftowanie na nudnych wykładach. :D



11 września 2014

Zaproszenie na 50-lecie


Wrzesień i październik to w mojej rodzinie okres świąteczno-rocznicowy. Urodziny mamy, urodziny młodszej siostry, imieniny babci... i rocznice ślubów jednych i drugich dziadków. Za równe dwa tygodnie dziadkowie od strony ojca będą "świętowali" 59-lecie zawarcia związku małżeńskiego. Jeśli szczęśliwie dożyją (oby!), to w przyszłym roku będą mieli diamentowe gody. :) To będzie piękna okrągła liczba, której niestety wiele małżeństw nie osiąga. Tyle lat przeżyć w szczęściu i miłości, być dalej ze sobą, pomimo wielu trudności, jakie napotyka się na swojej wspólnej drodze.
Dziadkowie są dość skryci i gdybym kiedyś nie przeczytała wybitej na drewnianej szkatułce daty, to pewnie nawet bym nie wiedziała, ile dokładnie są lat po ślubie. Nigdy nie obchodzili swojego święta, nie zapraszali gości. Nawet nie wiem, czy na 50-lecie pojechali do urzędu miasta po odbiór "dyplomu z gratulacjami". 



Drudzy dziadkowie są totalnym przeciwieństwem, w połowie października mają 50. rocznicę ślubu. Z tej okazji zamówili sobie mszę w swojej parafii, a po niej zapraszają bliskich na obiad do restauracji. Wszystko dokładnie planują już od minimum roku, często zmieniali wizję, w pewnym momencie miałam wrażenie, że szykuje się "drugie wesele". :) Szczerze mówiąc cieszę się, że stanęło na zwykłym obiedzie, zwłaszcza, że większość gości (których i tak będzie może z 15) jest już w słusznym wieku z różnym stanem zdrowia i niekoniecznie nadają się na potańcówki przy dźwiękach orkiestry.
Zostałam poproszona o wykonanie dziesięciu zaproszeń, które możecie zobaczyć na zdjęciach. Spodobały się zamawiającym, więc i ja jestem z nich zadowolona. :)



A tak poza rocznicowym tematem... Jesień już pełną parą, a pomidorki Krakowiaki powoli dojrzewają. Jakoś tak coś opóźnione, ale w sumie się im nie dziwię. Też bym nie chciała się rumienić na taką deszczową pogodę. Jednemu z nich urósł "nos". :D
Aaa, i o jeszcze jednym chciałam powiedzieć. Od najbliższej soboty na stronie Małopolanek będę prowadziła dział "Weekendowych Inspiracji". Zapraszam serdecznie do obserwowania! :)