14 lipca 2014

Słonecznie i wakacyjnie


Jak dobrze pójdzie, to za dwa tygodnie będę się wylegiwać na plaży nad naszym morzem. :) A jak wakacyjny wyjazd, to więcej czasu na tworzenie. Tylko jak zabrać ze sobą w podróż motki mulin, koraliki, szydełka i tego wszystkiego nie pogubić? Zapakować w wakacyjne pudełko-transporterek! Swoje kupiłam w Empiku, ozdobiłam techniką decoupage i gotowe. :) Już było ze mną w ubiegłe wakacje, i w Białce Tatrzańskiej, i we Włoszech, chociaż wtedy jeszcze nie było takie kolorowe. Dopiero po powrocie dodałam mu kolorów, a lakier... lakierem pomalowałam w ten weekend. Zgodnie z tradycją, że cokolwiek robię, zanim skończę, to minie przynajmniej pół roku. 



Pudełko wewnątrz jest intensywnie pomarańczowe, z wierzchu ciemny czekoladowy brąz. Farbki najzwyklejsze akryle z Lidla czy NanuNana. Na deseczce serwetkowe słoneczniki i motylek. Pokryte bezbarwnym lakierem akrylowym z połyskiem Vidaron (stąd te jaśniejsze kolory na ostatnim zdjęciu, odbija się światło). Nawet wynalazłam gdzieś stare zdjęcie, jeszcze przed malowaniem i klejeniem. I farbki były jeszcze wtedy nówki nieśmigane. :) Tylko na przyszłość muszę pomyśleć o innej metodzie przyklejania motywu, bo klej Magic rozcieńczany z wodą wcale nie jest taki super, jak niektórzy chwalą i mi się trochu pomarszczyło.



Swoje pudełko zgłaszam na dwa wyzwania. Na "słoneczne i wakacyjne" wyzwanie u Szmeka oraz na "polne kwiaty" w Szufladzie. Pudełko na pewno jest wakacyjne, bo przydaje się na wyjazdach i w podróży. Słoneczniki z pewnością są słoneczne (jak sama nazwa wskazuje) i zaliczają się do polnych kwiatów (a pola kwitnących słoneczników są piękne!).


 


A co do szydełkowych kółeczek... Nikt nie zgadł, co z nich będzie, ale było "ciepło, ciepło". :) Mam nadzieję, że uporam się z nimi przed wyjazdem, bo nie chciałabym brać do pociągu całej armii włóczek. Ktoś by mnie mógł za to udusić. :D


6 lipca 2014

Wakacyjny misz-masz


Dwa egzaminy zdane, więc się zaczęły wakacje do października. :) No dobra, z małą przerwą, bo czeka mnie we wrześniu zaliczenie z programowania, ale kto by się tam tym teraz przejmował. Lipiec, słońce, leniuchowanie! Truskawki ze zdjęcia powyżej są z tych pączków sprzed dwóch wpisów. Chyba ostatnie już w tym sezonie, chociaż dziś mam jeszcze do popołudniowej kawy ciacho drożdżowe właśnie z truskawkami i borówkami. Uwielbiam piec z drożdży, nawet kiedyś myślałam, czy by nie założyć drożdżowego bloga, ale czy ktoś by chciał o tym czytać?
Z resztą, jak już o truskawkach mowa... Pierwszy mój wpis na tym blogu był o truskawkowym zawrocie głowy. Jutro CzarnaAgrafka obchodzi roczek - a tu znów o truskawkach. Rok minął twórczo, z lepszymi lub gorszymi pracami, czasem publikowałam wpisy częściej, czasem były długie przerwy, oby było tylko lepiej. :) Dziękuję tym, którzy mnie odwiedzali, zostawili po sobie miłe ślady w postaci komentarzy. Może i nie jest ich zbyt wiele, ale ktoś tu chyba czasem wpada, z powietrza się nie wzięło to 1700 wejść z licznika. :)



W tytule misz-masz. Prawie że hurtowo produkuję szydełkowe kółka. Żółte i zielone, z polskiej włóczki akrylowej Kocurek (producent Arelan). Bardzo przyjemnie się z nią pracuje. Ma wiele różnych kolorów, jest miluchna w dotyku. Jak taki puchaty kocurek.. :) Będzie z tego.. no właśnie, co? Kto zgadnie? :D



Druga praca, którą dziś pokazuję już ma jakieś pół roku, aż dziwne, że jej jeszcze tu nie wrzucałam. Wykonana w technice sutasz, mój pierwszy raz. Hmm.. w sumie jakoś nigdy specjalnie nie ciągnęło mnie do tego, wydaje się to bardzo skomplikowane i zagmatwane. Kiedyś przeglądając jedną ze stron o ręcznie robionej biżuterii (ale że mam pamięć dobrą, chociaż krótką, to nie pamiętam, co to była za strona) natrafiłam na konkurs. Zrób sutaszowe kolczyki zainspirowane naszym tutorialem, wykorzystaj w nich koraliki oraz kryształki Rivoli i wygraj. Wygrać nie planowałam, ale skoro był kurs i to opisany tak, że nawet blondynka z dowcipów zrozumie, to postanowiłam naumieć się i zrobić sobie kolczyki. Kupiłam sznurki, kuleczki jaspisu i małe kryształki, wszystko w brązowej kolorystyce. Zabrałam się za robotę, ale po wielu próbach i błędach, kolejnych poprawkach stwierdziłam, że jednak ładne kolczyki to mi z tego nie wyjdą. Prędzej małe potworki. Złączyłam ze sobą dwa prawie-kolczyki, podkleiłam filcem, schowałam kryształki na inną okazję i... powstała broszka, która idealnie pasuje do mojego czekoladowego żakietu. :)
Czy będę próbowała robić coś jeszcze? Nie wiem, może jak mnie najdzie wena i ochota. Póki co podziwiam tylko dziewczyny, które ze sznurków i kamyczków potrafią wyczarować cuda.



I ostatnia na dziś praca. Kolczyki sztyfty, podpatrzone u Weraph. Kamyczek to Noc Kairu, opleciony Toho 15 Silver-Lined Lt Ametyst. Planuję dorobić do nich jeszcze bransoletkę. I w sumie to się zastanawiam, czy ten kolor koralików pasuje do ciemnogranatowego kamienia. Czy nie zamienić ich na jakieś wpadające w błękit lub czyste srebrne? Hmm..

21 czerwca 2014

Zielono mi...


Taka o, zielona. :) Akurat musiałam odrobić na uczelni zajęcia z basenu i oczekiwałam aż prowadzący mnie przyjmą, a żeby się nie nudzić w szatni (bo przede mną kilkugodzinne siedzenie, a lista chętnych na odrabianie długa) wyjęłam z torebki szydełko, kordonek Ariadny Karat, wydrukowany schemat i zabrałam się za "słupkowanie" i "oczkowanie". I powstała taka oto podkładka pod kubeczek (łaciate "wiaderko" 400ml) na kawę (czyt. mleko z kawą).



Akurat tak się złożyło, że na Turkusowym Hamaku ogłoszono Siłownię Twórczą pod tytułem "Zielono mi". Nigdy nie brałam udziału w tego typu zabawach, ale co mi tam szkodzi. :D Zgłosiłam się... i nie, nie wygrałam. Chociaż jak podliczyłam swoje głosy to wyszło na to, że zajęłam ex aequo drugie miejsce z przecudną zieloną koralikową bransoletką. Czuję się z siebie dumna. :)) No i dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali, całej piątce!





A to są Tadeusz i Teodor, Stefan był bezczelny i uciekł z kadru. Odwiedziły mój ogród ostatnio. Oni są w porządku, w porównaniu z tymi obleśnymi, obślizgłymi, *&$%* bez skorupek, które zeżarły mi prawie wszystko, co było zielone, rosło i miało dla mnie jakąś wartość.



Oo, a tu jeszcze taki tęczowy kadr z wycieczki do Częstochowy, którą odbyłam w celu zakupienia kilku ciekawych cytrusów do mojej kolekcji. Kolega ma tam swoje szklarnie i prowadzi egzotyczny sklep. Gorąco zapraszam! Tylko ostrzegam, bo to mocno zaraźliwe! :))    WloskieRosliny.pl

25 maja 2014

Ubranko na tablet


W końcu skończyłam! :D Etui na tablet. Bo to dołączone do niego, całe czarne, mimo że miłe w dotyku, to mi się nie podoba ani trochu.
Wzór pochodzi z czasopisma 'Mollie Potrafi' z numeru styczeń/luty 2014. Gazetka ta to "świeżynka" jeśli chodzi o polski rynek prasy dotyczącej szeroko rozumianego rękodzieła, dotychczas ukazały się tylko trzy numery. Jest tu i o drutach, i szydełku, i hafcie, sutaszu, szyciu, filcowaniu... O wszystkim, czym się da. :) Dużo zdjęć i obrazków, zrozumiałe opisy, tutoriale wielu artystów. Krótko mówiąc - coś, co do tej pory nie znajdowało się na sklepowych półkach w języku polskim. Namierzyłam ją zupełnie przypadkowo w Empiku. Przekartkowałam, zakochałam się we wzorze na optymistycznie słoneczny pokrowiec na tablet i wydałam ostatnie drobne na kupno. :D
Moje etui wprawdzie nie jest biało-żółto-szaro-pomarańczowe jak oryginał, ale chyba w takiej wersji kolorystycznej też nie wygląda źle. Szczegółów dotyczących użytych przeze mnie włóczek nie pamiętam, gdzieś posiałam banderolki. Trzy z nich kupiłam w pasmanterii, trzy miałam w domu - kiedyś były w gratisie do jakiejś gazetki o szydełkowaniu. Wszystkie to 100% akryl. Szydełko 3mm. Mieści w sobie 10 cali.
Przychodzą mi na myśl owoce leśne, maliny, jagody, jeżyny, ze śmietaną, mmm. :))



Tata się tylko śmieje, że jak to "na lato w sweterku, że przecież mu za gorąco będzie". Moja wina, że blisko pół roku zajęło mi skończenie go? :))



Wszędzie już wiosna, wszystko kwitnie, znów truskawki na straganach. Uczyć mi się nie chce, wolałabym się powylegiwać na słonku. No i się chyba starzeję, we wtorek powinnam dmuchać świeczki. Tylko kto mi upiecze tort kokosowy? :))



29 kwietnia 2014

Smocza siostra


Moja smocza bransoletka w końcu doczekała się siostry - groźnej śliwkowej bestii. :) Koraliki siedziały długo w ukryciu, nawet zawieruszyły się gdzieś na moment, a potem rach-ciach, dołączyły do nich złote końcówki z prostym zapięciem i powstała druga gadzina. Jest skromniejsza niż siostra, odrobinę krótsza, może trochu mniej strojna i błyszcząca, ale ani trochu nie traci na elegancji i dostojności. Złoto dodaje jej królewskiego majestatu.



Zamieszkała w kolorowej szkatułce w pokoju mojej siostry, często gości na jej nadgarstku. Chodzą razem na spacery, do szkoły.. I chociaż smoczyca czasem bywa drapieżna (jak to ze smokami bywa, taki już ich urok), to chyba się polubiły. :)



21 kwietnia 2014

Wielkanoc


Najbardziej lubię, gdy w kościele śpiewają "Victimae Paschali Laudes" (Sekwencję Wielkanocną), utwór przypisywany pewnemu XI-wiecznemu poecie z Burgundii. Różnie to bywa z moją wiarą, ale w tych słowach na prawdę czuć jakąś moc. Drugim takim niesamowitym utworem jest.. no właśnie i teraz nie wiem, jaki to ma tytuł. Charakterystyczna góralska melodia, słyszałam ją między innymi na Mszy w wakacje w kościele w Białce Tatrzańskiej.  



Serwetka idealnie spasowała do koszyczka. Tylko szkoda, że tak wiało w sobotę, musiałam pilnować, by mi jej nie porwało. Ciężko byłoby ją gonić po zaoranych polach. :))



Mazurek piekłam dopiero drugi raz w życiu. Chyba mi wyszedł, bo smakowo mniamciu. Tylko siostra się śmieje, że bazie wcale nie wyglądają jak bazie, chociaż pewnie sama nie zrobiłaby lepszych. :D Za to paschę (czekoladową) piekłam (i smakowałam) po raz pierwszy. Znajomi i rodzice dziwili się, cóż to jest za dziwny twór serowy, a to przecież tradycyjna wielkanocna potrawa pochodząca z Rosji, znana też w wielu domach w Polsce. Chodziła za mną od jakiegoś czasu, więc postanowiłam ją zrobić.
Mazurek zgłaszam do Szufladowego wyzwania na Wielkanocny przysmak, banerek obok. :)



W ogródku wiosna. Dużo roślinek zbiera się do kwitnienia, trawa się zieleni.. Już nawet kwitnące kasztany widziałam, znak, że zbliżają się matury. Dobrze, że ja już mam to za sobą. :)


Z mojej strony chciałam życzyć zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych, pełnych wiary, nadziei, miłości. Radosnego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i przyjaciół oraz wesołego Alleluja!

4 kwietnia 2014

Pierwsza szydełkowa serwetka


Na wielu blogach pojawiły się już świąteczne klimaty, piękne kolorowe koralikowe jajka, kartki z życzeniami.. To może i na mnie pora, skoro już kwiecień mamy, a do Świąt Wielkiej Nocy dwa tygodnie z małym haczykiem? :)
Postanowiłam, że spróbuję swoich sił w szydełkowaniu. Skoro koralikowe bransoletki mi w miarę wychodzą, włóczkowe wdzianko na tablet się tworzy, to może.. może.. może zrobię sobie serwetkę na koszyczek ze Święconką? Może i do tej pory miałam bardzo dwie lewe ręce do szydełka, ale kto nie próbuje, ten nigdy się nie nauczy. :) Zakupiłam kordonek Aida 10 Anchora w kolorze jasnożółtym w moim ukochanym Kłębuszku na ul. Karmelickiej i zabrałam się do tworzenia. Co wyszło, to wyszło. Efekty mojej pierwszej w życiu pracy możecie podziwiać poniżej. :) Schemat znaleziony gdzieś w sieci, kiedyś go zapisałam na dysku i teraz nie jestem w stanie podać źródła, skąd go mam.



Tu zdjęcia z powstawania. Weekend, sobota, mleko z kawą w łaciatym kubku, słonko, ławka w ogródku i szydełko.. Czy czegoś więcej do szczęścia potrzeba?



A tak się prezentuje teraz. Próbowałam ją usztywnić wodą z cukrem, a potem naciągnąć szpilkami na styropianie, nawet się trzyma. Te falbanki z łańcuszków średnio wyszły, ale to jeszcze do wytrenowania. :D



Tak jeszcze na koniec.. wspomniany wcześniej włóczkowy pokrowiec na tablet, który skończę na dniach. Ja wiem, że to jest do zrobienia w jeden dzień, ale jak ktoś się uczy i robi oczko po oczku, słupek po słupku z prędkością ślimaka, to schodzi tak ze dwa miesiące... Ale przynajmniej będzie miał ładne wdzianko. :))

  

11 marca 2014

Wiosna


Wiosna coraz bliżej. :) Dzisiaj tak pięknie słoneczko przygrzewało, miło się spacerowało po mieście i pochłaniało pozytywną energię z otoczenia. Zima zdecydowanie nie jest porą dla mnie. Może i kominek z kubkiem kakao są bardzo przekonywujące, mimo to ciepełko, orzeźwiający podmuch wiatru na twarzy i budząca się do życia przyroda zdecydowanie wygrywają.
Kilka dni temu był Dzień Kobiet - piękny bukiet żonkili od Kochanego pachnie mi na biurku. Największą niespodzianką z tej okazji była chyba piosenka napisana i odśpiewana przez kolegów z grupy. Znalazł się w niej nawet fragment nawiązujący do mojej nowej robótkowej pasji. "Jest tu także nasza Ania (...) i ma manie szydełkowania". Czyżby dlatego, że ostatnio na wykładach wyciągałam koraliki i sobie powoli tworzyłam? :)



Tworzyłam, tworzyłam i wytworzyłam dwie bransoletki na zamówienie. Delikatna różowa, bardzo kobieca dla koleżanki z roku i czarna elegantka dla siostry przyjaciela. Wzór powtórzony z bransoletki dla mojej siostry.
Następna w planie jest fioletowa smoczyca dla siostry, upomina się o nią już od jakiegoś czasu. :)